Baza noclegowa we Flic en Flac – apartament, plaża i okolice

Na Mauritius dotarliśmy wczesnym rankiem, około 8 rano. Powitała nas piękna pogoda i rozkoszne widoki. Przynajmniej wokół lotniska… Na miejscu czekał już wcześniej umówiony taksówkarz, który miał nas zabrać do Flic en Flac- miejscowości, w której wynajęliśmy apartament przez stronę booking.com. Im dalej od lotniska, tym bardziej zmieniało się otoczenie: śmieci powyrzucane na ulicach, ubogie domy, bezpańskie psy. Z kolei na wybrzeżu było cudownie.

Apartament Bel appartement dans un parc fleuri

Pod apartamentem powitał nas Michel- właściciel obiektu. Bardzo ciepły i przyjazny mężczyzna. Zaprosił naszą czwórkę do mieszkania, gdzie oprócz dokumentów czekały również świeże owoce, kawa, herbata oraz butelka kokosowego punchu 🙂 Wypiliśmy wspólnie toast, po czym przeszliśmy do formalności. Oprócz opłaty za pobyt, musieliśmy wnieść również kaucję (o kosztach napiszę w innym poście).

Kwatera była bardzo gustowna. Mieliśmy pokój dzienny z aneksem kuchennym, 3 sypialne, 2 łazienki oraz 3 balkony. A przy tym wszystkim pełne wyposażenie (ręczniki, suszarka, sztućce, szklanki, talerze, pralka, telewizor, wi-fi itd). Apartament jest częścią tak zwanych „bliźniaków” i znajduje się na osiedlu strzeżonym. W naszej klatce były tylko dwa mieszkania.

Zakupy robiliśmy w pobliskim sklepie SPAR. Śniadania oraz kolacje przygotowywaliśmy we własnym zakresie, a obiady jadaliśmy w restauracjach. Naszą ulubioną była Le Bougainville. Mieli wyśmienite ryby, aczkolwiek ich porcje z dnia na dzień zmniejszały się. W końcu któregoś dnia wkurzyliśmy się i poprosiliśmy managera o rozmowę przedstawiając mu zaistniałą sytuację. Grzecznie mu wyjaśniliśmy, iż jesteśmy stałymi klientami, wracamy tu za każdym razem, ponieważ dania nam smakują, niemniej ilość jedzenia stale się zmniejsza, co niestety nie idzie w parze z ceną. Manager wysłuchał naszych zażaleń i w ramach rekompensaty zaprosił na darmowy obiad dnia następnego. Porcje były ogromne, a do tego dostaliśmy sporą przystawkę 🙂 To jest właśnie zachowanie profesjonalnego i rzetelnego punktu gastronomicznego, który dba o swoich klientów. Brawo!

Pierwszy tydzień głównie spędziliśmy we Flic en Flac. Dzień rozpoczynaliśmy od lekkiego treningu nad basenem (co budziło spore zainteresowanie sąsiadów 😀 ), a następnie wracaliśmy do domu, aby przygotować śniadanie, które spożywaliśmy na tarasie. Czasem przylatywały do nas ptaszki, w tym jeden z moich ulubieńców, którego nazwałam czubek od jego charakterystycznej czupryny 🙂

Plaża oraz okolice we Flic en Flac

Jeśli chodzi o plażę.. Do oceanu mieliśmy około 5 minut drogi pieszo- szliśmy przez cmentarz 🙂 albo trochę dookoła, ponieważ nie było bezpośredniego dojścia tam. Plaża zdominowana była raczej przez tubylców, niż turystów, a tuż przy niej znajdowały się budki z drobnymi przekąskami, owocami i lodami. Tu nie rosły palmy, które zresztą nie są naturalną roślinnością Mauritiusa (zostały sprowadzone), a zwykłe drzewa o nazwie kazuaryna (przypominające drzewa iglaste). Bardzo wielu było tu Hindusów, którzy przybywali licznie ze swoimi rodzinami. Rozstawiali namioty, stoły, by wspólnie spędzić czas przy jedzeniu. W weekendy organizowali różne imprezy, np. śluby.

Piasek był raczej przyjemny do chodzenia, aczkolwiek dobrze mieć specjalne buty do wody, a wszystko to ze względu na połamane rafy koralowe, jeżowce i jadowite ślimaki. Ja do oceanu raczej rzadko wchodziłam, w związku z czym butów prawie w ogóle nie używałam.

Część plaży w naszym sąsiedztwie, być może w zestawieniu z innymi na wyspie, nie była jakaś spektakularna, natomiast parę metrów dalej zaczynała się prawdziwa egzotyka.. Cudowne, wysokie palmy, bujna roślinność, luksusowe hotele z własnymi pomostami (gdzie urządza się specjalne kolacje, a nawet śluby), hamaki przymocowane do palm, baseny z widokami na ocean itp. Zdecydowanie tam było ładniej, ale i drożej.

Idąc w kierunku plaży Tamarin, a wciąż pozostając w rejonie Flic en Flac, dojdziemy do miejsc nieco bardziej kameralnych i równie pięknych (tylko trzeba wyczekać dobrą pogodę 😉 ).

Dlaczego Flic en Flac i apartament?

Dlaczego właściwie zdecydowaliśmy się na ten apartament i tę miejscowość? Po pierwsze kierowaliśmy się rankingiem najładniejszych plaż (na Mauritiusie są to te na zachodzie oraz północy), po drugie cena grała dość istotną rolę, a po trzecie nie chcieliśmy mieszkać w hotelu, ponieważ zależało nam, by być bliżej tutejszych i poczuć się swojsko.

A jeśli chodzi o zachody słońca, to wyglądały tak:

W osobnym poście zrobię zestawienie plaż na Mauritiusie i pokażę Wam jak wyglądały w innych zakątkach wyspy.  Jeszcze sporo przed nami 🙂

4 Comments

    1. Voyaga Author

      Jeśli masz możliwość, to nie wahaj się 🙂 cudowne miejsce 🙂 U mnie sie notatki powoli rozkręcają, ale będa jeszcze piękniejsze widoki 🙂

      Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *