Dlaczego wyprowadziłam się z Warszawy ?

Urodziłam i wychowałam się w Warszawie. Spędziłam tam około 20 lat, po czym porzuciłam stolicę najpierw na rzecz Belfastu, następnie Krakowa, aż w końcu Łodzi, w której bawię po dziś dzień. Czy kiedykolwiek chciałam wrócić do domu rodzinnego na stałe? Nie. Więc dlaczego wyprowadziłam się z Warszawy ? Miasta mlekiem i miodem (nie) płynącym? Przecież wszyscy tu ciągnęli! Wszyscy mieli swoje marzenia, niczym Magda M. o karierze i życiu w wielkim mieście!

Wszyscy, tylko nie ja..

Dlaczego nie chciałam dłużej mieszkać w Warszawie ?

Nie pamiętam kiedy dokładnie pojawiła mi się pierwsza myśl o wyprowadzce, ale musiało to być stosunkowo wcześnie i z zupełnie innych powodów niż tych, dla których w końcu to zrobiłam. Najpierw chciałam przeprowadzić się do Helsinek, a później do Wrocławia. W międzyczasie miałam 1,5 roczny epizod pomieszkiwania w Belfaście, stolicy Irlandii Północnej, jednak nie podobało mi się tam, dlatego wróciłam do Polski na studia. Po 3 latach studiowania dopadł mnie marazm  i znowu poczułam pragnienie zmian… Po prostu potrzebowałam świeżego powiewu wiatru we włosach, nowych ludzi wokół, nowego miejsca, a przede wszystkim usamodzielnienia się. Poza tym życie w Warszawie zaczynało mnie drażnić. Chwilami szczerze nienawidziłam tego miasta… Za co? Za pęd. Za ludzi. Za wyścig szczurów. Za napinkę. Za miejsca na które, choć je kochałam, nie mogłam patrzeć. Czułam narastającą frustrację oraz wypełniającą mnie negatywną energię. Uczucia te starałam się zagłuszyć prowadząc iście towarzyskie życie, które kończyło się wracaniem do domu nad ranem, by za 2 h wstać i pójść do roboty. I tak w kółko…
Wkrótce straciłam pracę, co wyszło mi na dobre, bo akurat dostałam stypendium wyjazdowe do Helsinek. Będąc w Finlandii aż 4 tygodnie czułam, że jestem szczęśliwa i że można żyć inaczej. Jednak pobyt szybko minął… Wróciłam do szarej rzeczywistości, ponownie wpadając w błędne koło. Nic się nie zmieniło. Nadal wkurzali mnie ludzie, a najbardziej ta ogólna gonitwa. W Warszawie wszyscy pędzą, lecą- do metra, do autobusu, do kawiarni, na spotkania, do domu, do nikąd! Przepychają się. Są niemili. Naburmuszeni. Zawistni. Zazdrośni. I mogłabym tak dalej… Ale innej opcji, oprócz pozostania i dokończenia magistra, nie miałam. Złapałam więc byle-jak-płatną pracę na recepcji w pewnym banku, gdzie czas zabijałam pisząc pracę dyplomową oraz słuchając opowieści stróżów gawędziarzy-erotomanów z budynku. W międzyczasie dostałam inną ciekawą propozycję pracy w stolicy, lecz ku zdziwieniu wszystkich, odrzuciłam ją… Ja jedna wiedziałam i czułam, że długo w Warszawie nie usiedzę.

Wyprowadzka z rodzinnego miasta

Wierzę w to, że myśli materializują się. I wierzę, że nic nie dzieje się przez przypadek. Moim priorytetem było ukończenie studiów, a dopiero potem planowałam pomyśleć co dalej, mimo że gdzieś w głębi duszy krzyczałam, że nie chcę już mieszkać w Warszawie. Strasznie męczyło mnie to miasto. Tak oto pewnego dnia napisał do mnie Marko- Fin-kolega mieszkający w Krakowie. Akurat wtedy w jego zespole poszukiwali osoby z podstawami języka fińskiego, a ja te wymagania spełniałam. Postanowiłam spróbować swoich sił.Wysłałam CV, wkrótce odbyłam rozmowę rekrutacyjną przez telefon, następnie twarzą w twarz w dawnej stolicy Polski i… odrzuciłam propozycję pracy, z powodów, o których nie chcę tu pisać. Jednak dzięki wsparciu rodziców oraz przyjaciół zdecydowałam się spróbować raz jeszcze. Zadzwoniłam na drugi dzień i zapytałam czy oferta jest wciąż aktualna. Była. Tak oto w listopadzie 2012 roku wyjechałam z Warszawy na dobre. Do dziś nie wróciłam, choć obecnie mieszkam w zupełnie innym mieście. Opowiem…

Co myślę o Warszawie ?

To nie jest tak, że nienawidzę Warszawy po całości. Bynajmniej. Kiedy jestem w stolicy to urządzam sobie rytualny spacer po moich ulubionych miejscach. Bo kocham miasto mojego urodzenia za jego zakamarki. Z ogromnym sentymentem wspominam rzeczy, które działy się, kiedy mieszkałam jeszcze w Warszawie… Ale tamto życie zostawiłam za sobą.

A czy kiedykolwiek wrócę do Warszawy? Nie chcę się upierać, bo różnie w życiu bywa. Zatem pożyjemy-zobaczymy 🙂

2 Comments

  1. motowłóczykij

    Ooo , widzę że nie tylko ja popadałem w deprechę z powodu obrzydzenia do miejsca zamieszkania 🙂
    Od dziecka mieszkam we wsi , i zawsze myślałem że życie w mieście jest o niebo lepsze , od tego które wówczas wiodłem . O mały włos wyprowadziłem się do Poznania , miałem iść na studia i w ogóle .
    Tak się jednak nie stało i nadal mieszkam w tym samym miejscu i nie wyobrażam sobie teraz mieszkania w mieście ,właśnie z takich powodów ,które wymieniłaś wyżej . Nie mniej jednak ,czasem potrzebna jest ,, zmiana klimatu ,, i dlatego właśnie przez ostatnie półtorej roku mieszkałem w Belgii .
    Teraz wróciłem do mojej kochanej wioski ,bo tak jak Ty Irlandii, ja miałem dość tego kraju .
    Teraz w razie załamania, postaram się zregenerować jakim fajnym wypadem , choćby na weekend 😀 .

    Reply
    1. Voyaga Author

      Wielu ludzi mi sie dziwi,ze ucieklam z tego miasta- ale wlasnie..dopoki nie doswiadczy sie na wlasnej skorze, jak tam jest, to sie tego nie zrozumie. Nie wypieram sie swojego miejsca urodzenia, ale niestety nie umialabym tam dalej zyc.. Natomiast nie upieram sie,ze zostane w Lodzi, albo w ogole w Polsce. Choc moze z wiekiem trudniej jest sie przystosowac do innych obyczajow/kultury… Niemniej, czas pokaze 🙂

      Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *