Epizod Kraków – o życiu w mieście królów Polski

Jest taka piosenka Myslovitz, a konkretnie ta , która byłaby doskonałym soundtrackiem dla mojego rocznego epizodu w tytułowym mieście. I nie chodzi tu o tekst, a o melodię… Rozumiesz?

Epizod Kraków

Post ten jest kontynuacją notatki, w której pisałam dlaczego wyprowadziłam się z Warszawy. Tak więc w 2012, pod koniec października, spakowałam się i ruszyłam na południe Polski. Pierwszą noc spałam u Ewy, najlepszej koleżanki mojego brata, której to mąż ugościł nas pod jej nieobecność. Pamiętam jak długo nie mogłam zasnąć, na pół podekscytowana, na pół przerażona. To była moja pierwsza praca w korporacji, w firmie fińskiej z międzynarodowym towarzystwem. Spełnienie wieloletniego marzenia! Tylko nie wiedziałam jeszcze wtedy jakimi prawami rządzi się korpo, ani jak tam jest, dlatego stand up Rafała Paczesia jest mi bardzo bliski 😀

Dostałam pół roczny staż w zespole składającym się z 19 Finów oraz mnie-Polki. Zarabiałam wtedy bardzo małe pieniądze,  ale na szczęście przez pół roku firma opłacała mi mieszkanie, mieszczące się na Krowodrzej Górce. To stamtąd każdego roboczego dnia jeździłam tramwajem do dworca głównego, a tam przesiadałam się na pociąg, który dowoził mnie do Kraków Business Parku, w Zabierzowie. Swoją drogą, bilet miesięczny pochłaniał sporo kasy…

Przekraczając próg mojej firmy, nie mogłam uwierzyć, że w pracy są pomieszczenia rozrywki lub relaksu, że zamiast na krzesłach można siedzieć na piłkach pilatesowych, a w każdy poniedziałek jest darmowa dostawa świeżych, ekologicznych owoców i warzyw…

Tak czy siak, najbardziej zadowolona byłam z tego, że oto będę mieć okazję pracować z Finami. Wszak do tego właśnie dążyłam.. by byc jak njabliżej Finów i ich kultury. Moją współlokatorką w mieszkaniu była Saari-Finka, przemiła dziewczyna, z którą czułam się swobodnie i fajnie. Niestety Saari wyprowadziła się po miesiącu (jej narzeczony przyjechał do Polski, więc postanowili razem wynająć mieszkanie), a na jej miejsce przyjechała… Saari! Również z Finlandii. No i zaczęły się schody…

…Czasem, kiedy pogoda dopisywała, a ja chciałam zaoszczędzić, w drodze powrotnej do domu, od Dworca Głównego szłam na piechotę. Muszę przyznać, że nie zawsze zwracałam uwagę na to, co jest wokół. Ciągle byłam czymś zatroskana. Jakoś mało zgłębiałam Kraków. Oczywiście były nieczęste imprezy na mieście, np. piwo w Alchemii, silent disco w klubie Kwadrat lub rockoteki w Jazz Rock Cafe. Były również domówki u Finów.

..A propos imprez, przypomniał mi się pewien wieczór, kiedy to poszliśmy szukać przybytku nocnej rozrywki. Doszliśmy na osiedle studenckie, które przypominało Pyrpeć. Pocałowawszy klamkę klubu, udaliśmy się do najbliższego sklepu nocnego zaopatrzyć się w piwo i pomyśleć co dalej. Wtedy to zaczepił nas jakiś chłopak. Gawędziliśmy miło, aż przerwał nam łysy, wytatuowany dres idący chwiejnym krokiem w naszą stronę. Ja już miałam gacie pełne, bo maczety i te inne historie krakowskie. No wiecie… Groźny przybysz  zapytał:

-A wy komu kibicujecie? Cracovii czy Wiśle Kraków?!

Na co odpowiedział nasz nowo poznany kolega:

-Ale my hokeju nie oglądamy.

I w ten oto sposób dres został zasymilowany. Jak się okazało, był on żołnierzem służącym gdzieś na misji. Opowiadając hardcorowe historie,w którymś momencie wycelował we mnie palcem wskazującym i rzekł:

-Taką dziewczynę jak Ty.. trzymającą w ręku niemowlę.. miałem na muszce.

Po jakimś czasie dres zaczął robić się męczący, więc mu zwialiśmy, a chłopak którego poznaliśmy na początku, zabrał nas w jakieś specyficzne miejsce, na Kazimierzu… Doprawdy. Dziwna noc…

… Dzięki jednej z imprez integracyjnych poznałam owianą złą sławą Nową Hutę. Dlaczego właśnie tę dzielnicę Krakowa? Ponieważ nasza wycieczka w te rejony miała zobrazować nam czasy „PRLU”- ja tego nie pamiętam, a Finowie nie doświadczyli. Odwiedziliśmy muzeum (mieszkanie z meblami i gadżetami z tego okresu), jedliśmy w klimatycznej restauracji i jeździliśmy trabantami. Było śmiesznie!

Mimo czasu razem spędzanego z Finami.. mimo codzienności, którą dzieliliśmy, niestety nie mogłam zaklimatyzować się w ich środowisku. Nie rozumiałam ich żartów. Nie umiałam znaleźć wspólnego języka. Jedynie Marko, którego znałam wcześniej, i Topi byli mi bliskimi osobami z zespołu. Znajomości starałam się szukać również poza pracą, ale to nie było takie łatwe. Natomiast zakolegowałam się z Magdą i Ewą z innych z teamów. Do dziś mam kontakt tylko z tą pierwszą.

Ze współlokatorką problemy były takie, że miała ona po prostu jakiś problem ze mną, którego bliżej mnie osobiście nie przedstawiła, ale okazywała na każdym kroku… Dopiero po czasie zrozumiałam o co jej chodziło. Skiwtuję to jednym słowem: baby…

…W Sukiennicach wróżyła z kart Dzidzianna – sławna wróżka z Krakowa. Opowiadała mi o niej, wspomniana na początku notatki, Ewa. Wieszczka przepowiedziała jej wiele rzeczy, które się spełniły. Mając tę historię w głowie, udałam się szukać tej niezwykłej kobiety. I gdy ją zobaczyłam, cofnęłam się… Lecz ciekawość przezwyciężyła. Była to niesamowita kobieta i chyba tylko gruboskórni ludzie nie wyczuliby aury, jaka od niej biła. Aury dobra oraz życzliwości. I myli sie ten, kto myśli, że ździerała kasę. Najciekawsze w tym wszystkim było to, że do Dzidzianny przyprowadzałam inne koleżanki, i za każdym razem prosiła ona by mnie zawołały i byśmy odwiozły ją do domu. Jakoś zawsze się bałam.. I chyba dobrze, że tego nie zrobiłam, bo przekraczając próg jej domu z pewnością dostałabym zawału…

źródło

Po pół roku kontrakt mój został przedłużony o kolejne 6 miesięcy. Mając dość współlokatorki i jej fochów, wyprowadziłam się o kilka bloków dalej, na Prądnicką. Mieszkałam w skromnej kawalerce, prowadząc tak samo skromne życie. Miałam farta trafić na to ogłoszenie oraz tę najemczynię. Naprawdę… Po pracy wracałam z chęcią do domu, wypuszczałam mojego szczura- Ditę i oglądałam seriale. W końcu jednak przyszedł moment, w którym stwierdziłam, że dobrze byłoby zacząć zwiedzać Kraków oraz okolice. Była więc Wieliczka. Tarnów. Ojców. Zamek w Niedzicy. Trzy Korony. Trochę dalszy wypad, bo w Bieszczady. Sylwester w Budapeszcie (8 h jazdy samochodem). Zakopane. Odwiedzali mnie znajomi. Działo się !

Niemniej krakowska przygoda skońcyła się na poczatku listopada, w 2013 roku. Mój kontrakt wygasł. Nie planowałam szukać tam innej pracy. W zasadzie w ogóle nie miałam na siebie pomysłu…

Dlaczego pobytu w Krakowie nie wspominam najlepiej ? Z kilku powodów… Po pierwsze nie udało mi się zaklimatyzować w zespole. Po drugie ciężko było „zrobić” jakieś znajomości. Po trzecie miałam wtedy swoje różne osobiste problemy. Po czwarte za dużo jednak siedziałam w domu, zamiast korzystać z uroków mieszkania w innym mieście..

Dopiero po prawie 4 latach zdecydowałam się wrócić do Krakowa. Sama. Skonfrontować się z przeszłością. Jak było? Co widziałam? Gdzie byłam? Co czułam? Wkrótce napiszę…

 

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *