Jak się żyje w Łodzi ?

Jak się żyje w  Łodzi ?  Wrócisz do Warszawy ?– pyta rodzina, pytają też znajomi i sąsiedzi. Cóż. Żyje mi się tak, że w grudniu miną 4 lata odkąd tu jestem. Do domu (raczej) nie wrócę.

A to było właśnie tak…

W 2011, mieszkając jeszcze w rodzinnym mieście, szukałam pracy w Łodzi. Wtedy też po raz pierwszy odwiedziłam to miasto, choć nie wzbudziło ono we mnie żadnego entuzjazmu czy refleksji. W 2013, przez przypadek wysłałam CV do jednej z łódzkich firm i dostałam etat, na co zareagowałam płaczem. Bynajmniej nie ze szczęścia. Perspektywy się zmieniły, a ja jakoś w ogóle nie wyobrażałam sobie życia tutaj… Ale spróbowałam, bo kasa się kończyła. Innej opcji nie miałam. Miesiąc wystarczył, żebym stwierdziła, że chcę zostać w Łodzi na dłużej. „Zrobiłam” nowych znajomych. Zaczęłam poznawać bliżej miasto oraz okolice. Zapisałam się na różne zajęcia. Wynajęłam mieszkanie. Rozpoczęłam nowe życie…

Tak naprawdę na początku dużą rolę odegrali ludzie, których poznałam. Zabawni, inteligentni, o ciekawych zainteresowaniach oraz bezkompromisowym apetycie na życie. Jednym słowem: pozytywni! Miałam dużo szczęścia. Do tego mój partner (rodowity łodzianin) zadbał, żebym w weekendy lepiej poznawała miasto, w którym żyję, zatem jeździliśmy po różnych ciekawych zakątkach Łodzi i nie tylko.

Ludzi zawsze dziwi dlaczego ja- Warszawianka, porzuciłam stolicę. Już wspominałam o tym w innej notatce.

Nie taki diabeł straszny jak go malują

A co z tą patologią, o której krążą legendy? Na ten temat zostało powiedziane już wiele. Jeśli chodzi o moje doświadczenia, to nie ominęły mnie jakieś przykre sytuacje (np. zostałam wciągnięta do bramy przez jakiegoś dresa…). Jednak na tyle lat, które tu spędziłam, mało było takich zdarzeń, także nie ma o czym pisać (zresztą w Warszawie też miałam kilka „przygód”). Dlatego skupmy się na pozytywach…

Trochę nie rozumiem dlaczego Łódź jest tak niedocenianym polskim miastem.. Może słaba promocja? A może niekorzystny public relation, bo przekazywany z ust do ust przez tych, którzy odwiedzali to miasto w czasach PRLU? Cokolwiek jest na rzeczy, czuję się w obowiązku sprawić, aby ludzie poznawali Łódź od jak jej najlepszej strony! Żeby zrozumieć to miasto, trzeba poznać jego historię oraz wyściubić nos poza deptak Piotrkowska i centrum handlowe- Manufaktura. Bo w Łodzi jest wiele niesamowitych miejsc- poświęce im osobny post.

Łódź wcale nie jest brzydka czy nudna. Wprost przeciwnie! Określiłabym ją jako nietuzinkową. Miasto industrialne. Po-fabryczne. Czterech kultur (polskiej, żydowskiej, rosyjskiej oraz niemieckiej). Budowane na styl Paryża. Bardzo zielone. Klimatyczne. Wciąż mnie zaskakujące…

To tutaj, w środku miasta, znajdują się wille, zarówno te odrestaurowane jak i opuszczone, które obrasta bluszcz bądź bez. To tu jest wiele przerobionych fabryk na kluby, restauracje, sklepy.

Dziedzińce i bramy kryją magiczne zakątki: klatki z kręconymi schodami lub freskami na ścianach, baśniowe podwórka, gdzie niebo odbija się w wodach fontanny czy kawałków luster.

A gdy nachodzi mnie nastrój nieprzysiadalny, wytchnienia szukam na kocim szlaku, wśród starej, czerwonej cegły. Czasem na górze z torem saneczkowym, bo piękne są tam widoki. Bywam w kawiarniach, restauracjach i klubach. Choć w tych ostatnich mniej, to na uwagę zasługuje Scenografia, Iron Horse oraz New York. Ciekawe są też coroczne imprezy pod hasłem „Light Move Festiwal”, Pin Up&Burlesque Party, a także święto Łodzi.

W Łodzi odpoczywam psychicznie od zgiełku, pędu i złej energii Warszawy. Znam ją już dużo lepiej niż miasto rodzinne. Mam swoje miejsca. Swoich znajomych. Swoje życie.

Krótko mówiąc : jest mi tu dobrze. Wyjechałam, (zaraz) nie wracam!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *