Lloret de Mar – imprezowy kurort dla młodzieży

Lloret de Mar. Stare czasy i najdłuższe wakacje dotychczas. Rzecz działa się ok. 6 lat temu, kiedy to moja szalona przyjaciółka Karolina rezydowała w kurorcie Costa Brava. Korzystając z jej gościny, a przy okazji dopełniając tradycji obchodzenia urodzin w innym miejscu, zakupiłam bilety lotnicze i wyruszyłam w podróż do Hiszpanii.

Pierwsze co przyszło mi do głowy, kiedy ciągnęłam swoją ogromną walizkę do hotelu, to fakt, że byłam tak blada, że musiałam świecić się na odległość. Mijały mnie opalone, roznegliżowane ciała uśmiechniętych turystów, a ja tylko marzyłam by jak najszybciej założyć kostium kąpielowy i poopalać się.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Hotel pękał w szwach- było bardzo dużo podróżników, jedni korzystali z udogodnień hotelu, czyli basenu, a inni wylegiwali się na plaży- kto pierwszy, ten lepszy. Później szukasz dosłownie kawałka miejsca, by zmieścić się między czyjąś głową, a kogoś innego dupą…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie jestem socjopatką (a przynajmniej nie zdiagnozowaną), ale widok dzikich tłumów na wybrzeżu skutecznie odstraszył mnie od chęci plażowania nad morzem Śródziemnym. Zatem większość czasu spędziłam na terenie hotelu oraz na spacerach po okolicy.

Z początku bardzo mi się nudziło na wczasach, ponieważ Karolina miała gorący okres w pracy, więc przez pierwszych kilka dni musiałam cieszyć się swoją samotnością. Pogoda płatała figle, ale mimo to starałam się jak najwięcej chodzić.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie posiadałam wtedy dobrego aparatu, co zresztą widać po jakości fotografii, ani selfisticka, dlatego zaczepiałam przechodniów z prośbą o zrobienie mi zdjęcia lub metodą prób i błędów korzystałam z funkcji samowyzwalacza. Nie miałam też szczęścia poznać tutejszej osoby, która sprawnie władałaby językiem angielskim (ja po hiszpańsku nie mówię), a jak już poznałam, to były to interesowne znajomości… Jeden z hotelowych ratowników co dzień mnie zaczepiał, ale niestety nie do końca umieliśmy się dogadać. Szkoda. Był bardzo miły oraz uprzejmy, poza tym nie miał żadnych dwuznacznych intencji, które mi się przydarzyły…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na terenie hotelu organizowano zajęcia taneczne, dlatego też poszłam skorzystać z darmowej okazji przyswojenia (lub przypomnienia) kilku kroków. Chłopak, który uczył, wziął mnie sobie za partnerkę. Lekcja minęła szybko i nim zdążyłam odejść, mój nauczyciel tańca chwycił mnie za rękę mówiąc: „I have some time now, may we go to your room?”. Moja uśmiechnięta buzia skamieniała na moment, ale zaraz zmarszczyłam brwi i odpowiedziałam dobitnie „No!” odwracając się na piętach. Z opowiadań Karoliny, i różnych znajomych, którzy bywali m.in w Hiszpanii, wiedziałam że niektórzy ludzie są tam bardzo bezpośredni w pewnych kwestiach, ale przyznam, że i tak byłam w szoku. Niemniej zajęcia kontynuowałam, a animator trzymał się ode mnie z daleka 😉

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Innego dnia, a dokładnie w moje urodziny, ruszyłam na miasto żeby kupić sobie prezent urodzinowy. Siedziałam akurat w sklepie i mierzyłam buty, kiedy na zewnątrz zadziała się jakaś śmieszna sytuacja. Obserwowałam ją śmiejąc się w głos, a potem wróciłam do mierzenia ciuchów. Nagle podszedł do mnie pewien mężczyzna, twierdząc że się do niego uśmiechałam. Zaczęliśmy rozmawiać i nawet przeszliśmy kawałek deptakiem, jednak robił się tak namolny, że chciałam się go jak najprędzej pozbyć. Ściemniłam mu więc słodkim głosem, że zobaczymy się wieczorem, po czym zwiałam. I tak się skończyły moje hiszpańskie znajomości.

Dzień się dłużył, a poza tym nie miałam żadnej nadziei, że Karolina skończy swoją pracę wcześniej. Usiadłam zdruzgotana na balkonie i patrzyłam w dal myśląc, że to będą najgorsze urodziny w moim życiu. I wtedy właśnie usłyszałam nawoływanie z tarasu obok. Okazało się, że miałam sąsiadów Szwajcarów. W trakcie rozmowy wyznałam im, że mam urodziny ale obchodzę je samotnie. Chłopcy nic nie odpowiedzieli, po prostu zniknęli, by po chwili wrócić z butelką wina. Tak właśnie zaczęła się moja urodzinowa impreza zakrapiana sporą dawką alkoholu, uwieńczona dzikimi tańcami na jakiejś dyskotece.

Po kilku dniach doleciała do mnie moja serdeczna koleżanka, więc pobyt w Lloret de Mar stał się nieco sensowniejszy. Wreszcie miałam towarzystwo! Dzięki Wioli poszłam w końcu na plażę. Ponadto razem eksplorowałyśmy wybrzeże-  trafiłyśmy w miejsce, gdzie odnalazłyśmy spokój oraz piękne widoki. No i chodziłyśmy po klubach!

DSC05004

DSC04997

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Atrakcje w Lloret de Mar

Jeśli chodzi o spędzanie czasu w Lloret de Mar, to naprawdę nie ma tam za wiele do robienia, poza plażowaniem i imprezowaniem-z przytupem na to drugie. Dyskotek i klubów jest tu naprawdę sporo, nawet można wykupić karnet do wybranego miejsca,by spędzać tam dosłownie każdą noc. A jeśli obawiasz się, że nie starczy Ci sił, to nie martw się- pod klubem wystają grupki czarnych osobników, którzy chętnie sprzedadzą Ci coś pobudzającego.

Co do zwiedzania- nie uświadczysz tam wybitnych atrakcji, a to co możesz zobaczyć to:

Gotycki kościół z XV wieku:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pomnik żony rybaka:

DSC04963

DSC04965

Ufortyfikowany prywatny zamek z 1929 roku:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Są tam również inne miejsca, których nie widziałam, czyli: ogrody św. Klotyldy, pomnik Sardyny oraz cmentarz  z nagrobkami w stylu katalońskiej secesji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z perspektywy czasu oraz w zestawieniu z innymi miastami, które widziałam, Lloret było jednym z mniej ciekawych odkryć. Po pierwsze – za dużo turystów (młodzieży ledwo po szkole średniej), po drugie – zbyt imprezowo, po trzecie – bardzo głośno, po czwarte – nie ma nic ciekawego do zwiedzenia. Kto co lubi i komu co odpowiada- warto przekonać się na własnej skórze 😉

Już w kolejnej notatce będzie nadal hiszpańsko, ale trochę ciekawiej … 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *