Port Louis –  czy warto odwiedzić stolicę Mauritiusa?

Port Louis (nazwa na cześć Ludwika XV) to stolica, a zarazem największe miasto na Mauritiusie, zbudowane w I połowie XVIII wieku przez Francuzów. Niegdyś piękna metropolia, obecnie mało ciekawe miejsce. Co sprawiło, że straciło swoją dawną świetność? Czy warto było tu przyjeżdżać?

Szara i smutna stolica raju

W pierwszym tygodniu pobytu na Mauritiusie, kiedy znudziły nas spacery wzdłuż plaży, postanowiliśmy wybrać się do Port Louis. Nie bardzo orientowaliśmy się w komunikacji miejskiej, toteż pojechaliśmy taksówką. Po 30 minutach dotarliśmy na miejsce. Powietrze w stolicy nie było już tak rześkie jak na wybrzeżu, a temperatura dawała się bardziej we znaki. Ulice były zakorkowane, gwarne i pełne ludzi. Moje pierwsze wrażenie? Najbrzydsza stolica w jakiej do tej pory byłam..

Centrum miasta nie jest wielkie, a górują nad nim nowoczesne budynki Maurytyjskiego Banku Narodowego, siedziby spółki Air Mauritius oraz Centrum Informacji dla Turystów. W porcie znajdują się dwie twierdze- Fort Williams i Fort George, które zostały wybudowane przez Anglików.

Za czasów panowania Francuzów, Port Louis wyglądał na miarę innych kolonialnych miasteczek. Niestety, pod koniec XIX wieku miasto nawiedził cyklon, a następnie wybuchł w nim pożar, co przeraźliwie spustoszyło stolicę. Wiele ładnych, kolonialnych budynków zniknęło z powierzchni ziemi. Z dawnych czasów pozostało niewiele.

Na pierwszy rzut oka w Port Louis nie ma nic interesującego, a jedynym charakterystycznym miejscem według mnie jest centrum handlowe z kolorowymi parasolkami oraz muzeum znaczków pocztowych.

Czy warto odwiedzić stolicę kraju?

Czy w ogóle warto było przyjeżdżać do stolicy Mauritiusa? Owszem! Otóż najciekawszym miejscem okazał się Central Market, czyli na targ!  Targ, w którym zatrzymał się czas, a magia tkwi w jego prostocie. Przekraczając jego bramę poczułam, jakbym znalazła się na jakimś arabskim straganie. Moje nozdrza uderzył zapach najróżniejszych przypraw. Soczyste kolory owoców i warzyw sprawiły, że ślinka napłynęła mi do ust. Z przyjemnością obserwowałam tętniące życiem targowisko.

 

Po obejściu Central Market poszliśmy na autobus, który zabrał nas do kolejnej atrakcji Mauritiusa, a mianowicie do Ogrodu botanicznego Jardins Pamplemousses, o którym napiszę w kolejnym poście 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *