Prywatny rejs na Mauritiusie – delfiny, rafa koralowa i bezludna wyspa

Jestem pewna, że prywatny rejs na Mauritiusie będzie wspomnieniem, którego nie zapomnę do końca życia… Dostarczył mi niesamowitych wrażeń oraz emocji. Tego dnia zobaczyłam wiele piękna, które skrywa w sobie ta bajeczna Wyspa. Chcecie się przekonać? Zapraszam!

Pewnego dnia, spacerując po plaży we Flic en Flac, zaczepił nas mężczyzna, który oferował prywatny rejs, podczas którego obserwuje się delfiny w ich naturalnym środowisku, snurkuje wokół rafy koralowej oraz grilluje na bezludnej wyspie. W pewnym sensie oferta nas zainteresowała, jednak postanowiliśmy nie postępować zbyt pochopnie. Wzięliśmy numer od mężczyzny oznajmiając, że jeśli się zdecydujemy, to zadzwonimy. Na odchodne powiedział nam on jeszcze, że słoneczna pogoda to największa gwarancja udanego rejsu, i podał daty, kiedy najlepiej byłoby popłynąć.

Czas mijał, a my coraz bardziej utwierdzaliśmy się w przekonaniu, że chcielibyśmy popłynąć w rejs. Zanim ostatecznie podjęliśmy decyzję, zadzwoniliśmy jeszcze do właściciela naszego apartamentu zapytać co on miałby nam do zaproponowania. Nie dość, że stawka była większa, to jeszcze wycieczka była dla dużej grupy turystów, a do tego o 2 h krótsza. Dlatego też skontaktowaliśmy się z mężczyzną z plaży i umówiliśmy z nim na konkretny dzień.

W środę o 7 rano dreptaliśmy na miejsce spotkania. Tam czekał już na nas spotkany wcześniej facet oraz dwóch innych mężczyzn, którzy mieli towarzyszyć nam podczas rejsu. Przyznam, że na łódkę wchodziłam z duszą na ramieniu, ale jakoś szybko zrelaksowałam się. Mężczyźni pokrótce opowiedzieli nam jak będzie wyglądała wycieczka, co zobaczymy, jak mamy zachowywać się w wodzie oraz opowiadali nam ciekawostki związane m.in z delfinami.

Obserwowanie delfinów

Pierwszym przystankiem rejsu było miejsce, w którym najczęściej pojawiają się delfiny. Czekało już tam kilka łódek wypełnionych turystami. Przystanęliśmy wśród nich. Na spokojnie ubraliśmy się w sprzęt do snurkowania, po czym wyczekiwaliśmy delfinów. Do wody wskakiwaliśmy na komendę jednego z naszych przewodników. Kiedy nadszedł długo wyczekiwany moment, szybko daliśmy nura do oceanu. Ja niestety jestem słabym pływakiem, w związku z czym nie udało mi się podpłynąć dostatecznie blisko, niemniej widziałam całą ławicę pod sobą. Było to niezapomniane przeżycie i do tej pory mam to przed oczami! Natomiast moim towarzyszom udało się znaleźć wśród tych ssaków. Mieli je dosłownie na wyciągnięcie ręki!

Jak widzicie powyżej, udało nam się uwiecznić parę momentów na filmikach oraz zdjęciach dzięki naszej podwodnej kamerce.

Wiem, że wielu ludzi odnosi się dość nieprzychylnie do atrakcji jaką jest wypływanie w celu obserwowania delfinów. Ja również byłam sceptycznie nastawiona do tego typu rozrywek, gdyż uważałam, że jest to pościg i zastraszanie zwierząt. Zdanie zmieniłam, gdyż uważnie obserwowałam całe wydarzenie: po pierwsze delfiny nie uciekały od nas- wręcz miałam wrażenie, że cała ta sytuacja ich bawi- kiedy dużo osób wskakiwało do wody, przez chwilę pływały nieopodal, a potem chowały się głęboko w oceanie. Gdy się nieco uspokoiło, z powrotem wypływały na powierzchnię. Ani razu nie odpłynęły gdzieś daleko, a my również za bardzo nie oddalaliśmy się- raczej poruszaliśmy w tym samym miejscu.

Rafa Koralowa

Gdy już nieco nacieszyliśmy się widokiem delfinów, popłynęliśmy dalej, w kierunku raf koralowych. Tam na szczęście nie było żadnych innych turystów, poza nami. Przewodnicy zajęli się połowem ryb, a my niespiesznie pływaliśmy wśród rybek oraz roślinności morskich. Pierwszy raz snurkowałam w Grecji, na Wyspie Thassos, ale nie było to tak imponujące jak tu!

Rybki, które widzicie poniżej, to piranie. Piranie wegetariańskie, jak to określił jeden z przewodników 🙂 . Karmiłam je chlebkiem, podczas gdy towarzysze podróży pływali wśród nich robiąc zdjęcia.

Po godzinie zaczęły nadciągać inne łódki, zatem uznaliśmy, że jest to moment, by ruszyć dalej. Byliśmy już trochę zasapani i pomarszczeni od wody, a do tego strasznie chciało nam się jeść! I nie tylko 😛 .

Crystal Rock

W drodze na bezludną wyspę zatrzymaliśmy się na moment przy Crystal Rock, czyli skamieniałej części rafy koralowej.

Mauritius może poszczycić się szeroką i płytką laguną z rozległą rafą koralową, która wynosi ponad 1 km od plaży.

Bezludna Wyspa

W zasadzie określenie Bezludna Wyspa powinno być wzięte w cudzysłów, gdyż zwożeni są tu wszyscy turyści, którzy biorą udział w tego typu rejsach. Co prawda wysepka jest niezamieszkana, lecz w związku z tym, że niemal codziennie przybywają tłumy podróżników, przypływają tu także handlarze oraz inni usługodawcy sprzedając różne rzeczy.

Niemniej to tu doznaliśmy prawdziwych egzotycznych przeżyć- pogoda była przepiękna, słońce świeciło ostro, a woda miała nieskazitelnie błękitną barwę.

Chłopaki z łódki zaczęli przygotowywać grilla. W jego skład wchodziły: ryba, kurczak, parówki drobiowe, sałatki, deser w postaci banana z cukrem, skropionego rumem oraz alkohol 🙂 . Jedzenie było wyśmienite!!!

Był też serwis sprzątający w postaci moich ulubionych ptaszków- czubków 🙂 . Czubki wyjadły okruszki i resztki z bananów.

Po posiłku ruszyłam na spacer wzdłuż plaży, napawając się cudowną pogodą, ciepłem oraz pięknymi widokami. Było tak gorąco, że od czasu do czasu musiałam wejść do wody, by się schłodzić. Zresztą, nie tylko ja to praktykowałam 😉 .

W drodze powrotnej przysiadłam na dziobie statku. Chłopaki podkręcili prędkość, a wraz z prędkością wzrosła adrenalina w mojej krwi. Woda tryskała dookoła, bryza morska targała włosy, a ja cieszyłam się jak małe dziecko. Cały czas wlepiałam wzrok w kolory wody, bo to jest po prostu coś niesamowitego!

Rejs zakończył się o godzinie 14. Szczęśliwi, z lekko szumiącymi głowami 😉 pożegnaliśmy się z naszymi towarzyszami, po czym zostaliśmy odwiezieni do domu przez właściciela biura.

Jeśli wybieracie się na Mauritius i będziecie przebywać w rejonie Flic en Flac, koniecznie skorzystajcie z oferty prywatnego rejsu w biurze Ushuaia – ja jestem mega zadowolona! A o kosztach wspomnę przy okazji postu podsumowującego wyjazd :-). Jesli mielibyście jakies pytania, śmiało piszcie- z przyjemnością odpowiem 🙂 . Pozdrawiam!

4 Comments

  1. Gdy czyta się ten wpis, człowiek ma wrażenie, że na tej rajskiej wyspie panują rajskie warunki do pływania z delfinami i wszystko jest cacy. Trudno mi się z tym zgodzić. Mieszkam tutaj i pracuję w branży turystycznej, więc codziennie stoję na linii frontu.

    Voyaga miała szczęście, przeżyła cudowne chwile, bo nie spotkała się z dwudziestoma łodziami wrzeszczących Chińczyków, którzy skaczą na głowy delfinom. Jej skeeper nie bombardował jak oszalały czym fabryka dała, żaden delfin nie został zraniony nieosłoniętą śrubą, żaden pasażer nie spanikował i nie został zgnieciony pomiędzy burtami zderzających się łodzi… Paskudne, prawda?

    Kłamałabym, gdybym utrzymywała, że zdarza się to codziennie. Zdarza się jednak, a to już wystarczy, aby się obudzić z bajkowego snu. Siła pieniądza sprawiła, że z magicznych wypraw na OBSERWACJĘ (a nie pływanie z) delfinów zrobiła się nagonka. U zwierząt tych stwierdza się dzisiaj szereg zachowań typowych dla stanu stresu: wzrost średniej prędkości pływania, dłuższe bezdechy, nagłe zmiany kierunku w poziomie i pionie, rzadsze skoki, których zazwyczaj używają do komunikacji i całą kupę jeszcze, zupełnie niezrozumiałych dla przeciętnego turysty rzeczy… Każdy katamaran i łódka ma własny system nagłaśniający, odtwarzający pełnozakresowe modne utwory. Muzyka, hałas silników i wrzaski turystów sprawiają, że kocioł decybeli rozchodzi się wokół na dobrych kilka mil morskich. Przypomina to targ, gdzie każdy właściciel stoiska nawołuje głośniej niż jego sąsiad, aby przyciągnąć klienta.Takie szczegóły jak schodzenie do wody instruktora z najwyżej dwoma osobami, gdzieś umknęło tym, którzy wrzucają swoje ofiary po kilkanaście naraz. Każdy skeeper wylezie ze skóry, aby tylko klient był zadowolony i mógł się pochwalić swoim selfie z delfinkiem. Wiadomo, że delfiny mają nadzwyczaj dobrze rozwinięty układ słuchowy, który pozwala im słyszeć dźwięki na bardzo dużych dystansach. Codzienna kakafonia i gnające za nimi dziwne, dwunożne stworzenia… WTF?!

    Całkowity bojkot jest moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem. Delfiny nie powinny przyzwyczajać się do kontaktu z ludźmi, ryzykować zbliżaniem się do łodzi, nie jest im potrzebny żaden kontakt z człowiekiem. Delfin nie cieszy się, że cię spotkał. To ty masz ubaw. Im bardziej delfin pozostaje dziki, tym lepiej.

    Pozdrawiam Vogagę i resztę świata z Mauritiusa 🙂
    Kasia

    Reply
    1. Voyaga Author

      Witaj Kasiu! Serdecznie dziękuję Ci za wyczerpujący komentarz, w którym pochylasz się nad problemem delfinów. Faktycznie, z tego co opisujesz, miałam sporo szczęścia odbywając rejs w warunkach, w których nie odczułam ciemnej strony tej rozrywki, ani nie dostrzegłam krzywdy dziejącej się zarówno delfinom, jak i ludziom (z przytupem na te pierwsze). Aczkolwiek miałam sporo sceptycyzmu, o czym na pewno przeczytałaś w notatce. Człowiek, który nie jest na bieżąco w temacie, (a Ty masz mozliwość obserwowania tego na co dzień), nie zdaje sobie sprawy z wielu rzeczy-więc bardzo słusznie, że o tym piszesz (odwiedziłam bloga). Podobnie do tej sprawy mają się pewne parki na Wyspie, gdzie rzekomo można roić sobie zdjęcie z dzikimi zwierzętami. Czy będziesz wspominać również o tym?
      Pozdrawiam!

      Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *