Salep- czyli lisie jądra na zimne wieczory i historia oswajania się z kuchnią

Opuszczenie rodzinnego gniazda oraz podróże zmieniły moje podejście do wielu spraw, w tym gotowania- czyli czegoś, czego unikałam jak ognia. Więc zanim przejdę do opisu produktu zwanego salep , który znalazł się na stałe w mojej kuchni, opowiem Wam jak to było z tym pichceniem…

Kulinarna ewolucja

Otóż kiedyś kuchnia kojarzyła mi się z przykrym obowiązkiem typowej matki (Polki). Ewentualnie z pomieszczeniem ubóstwianym przez domowych imprezowiczów 😉 . Jednak przyszedł moment, kiedy wyprowadziłam się od rodziców, rozpoczynając samodzielne życie, więc chcąc-niechcąc musiałam skonfrontować się ze swoimi kulinarnymi zdolnościami. A raczej ich brakiem.. Bo do tej pory jedyne co umiałam ugotować, to wodę. Raz wzniosłam się na szczyty swoich możliwości robiąc jajecznicę chłopakom z Tides from Nebula. W końcu trzeba było im czymś zaimponować 😉 haha. Na początku kuchennych przygód działałam leniwie- byle szybko i byle zapchać żołądek, bez zbędnych refleksji. Nie zwracałam uwagi na to, co jem. Nawet nie potrafiłam celebrować jedzenia- cieszyć się nim, delektować. Jakoś szkoda było mi czasu. Natomiast przyszedł moment, gdy zaczęłam interesować się potrawami innych kultur. Wtedy wymyśliliśmy sobie, że raz w miesiącu będziemy odwiedzać restauracje danego kraju. Potem rozpoczęłam przygodę z siłownią i poznałam ludzi, którzy zmienili moje podejście do żywienia.W gwoli ścisłości- nie jestem non stop na diecie. Nie uważam też, że gotowanie stało się moim hobby. Niemniej czasem lubię znaleźć się kuchni. Bynajmniej nie z powodów ocknięcia się po przebalowanej nocy ;-). Jest kilka dań, które smakowałam na wyjazdach, a potem szukałam przepisu w internecie, by następnie odtworzyć w domowych warunkach. Są również produkty, które lubię mieć w kuchni. Zatem mam dla Was nowy dział – podróżnicze inspiracje kulinarne, w których będę prawić o dobrociach z różnych państw. Na początek zacznę skromnie, bez szaleństw – o produkcie z Turcji  z dość kontrowersyjną nazwą, ponieważ salep z arabskiego znaczy lisie jądra. Bez wątpienia jest to jeden z najlepszych zimowych napojów jakie do tej pory piłam!

Co to jest salep?

Salep jest rozgrzewającym napojem, który powstaje ze sproszkowanych bulw storczyka męskiego, przypominających wspomniane wyżej jądra 😉 Trunek idealny jest porą jesienno-zimową i wyśmienicie smakuje z dodatkiem cynamonu.

źródło

Turcy twierdzą, że ich napój wspomaga układ odpornościowy oraz pracę serca, a co więcej jest doskonałym afrodyzjakiem 😉

O salepie dowiedziałam się z kanału Globstory. Kaja fajnie opisuje i obrazuje smak napoju, dlatego odsyłam Was do niej :-). Jeśli poczujecie się odpowiednio zachęceni, to produkt zakupić możecie w tureckim sklepie online. Poza tym jest trudno dostępny w Polsce.

Jak sporządzić napój?

Oprócz salepu będziecie potrzebować:

  • mleko ( 4 szklanki )
  • 2 łyżki cukru ( ja użyłam trzcinowego )
  • cynamon

Przygotowanie : 1 łyżkę mąki salepowej mieszamy z cukrem i z mlekiem. Płyn podgrzewamy na małym ogniu przez 10 minut, lekko mieszając.

Następnie napój nalewamy do filiżanki i posypujemy cynamonem.

Na zdrówko 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *