Spontaniczny wyjazd za granicę

Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się w ostatniej chwili kupić bilet na samolot i wylecieć. Spontaniczny wyjazd za granicę nie wchodził w grę, bo ja lubię mieć wszystko zaplanowane, poukładane itd. Niemniej sytuacja wymusiła na mnie taki obrót spraw. Dlaczego? A to dlatego, że od tygodni planowałam zupełnie inną podróż. Taką bardziej stacjonarną. Ale zima zaskoczyła. Z obiecywanych +10C, zrobiło się -8. I klapa! Byłam już tak sfrustrowana polską aurą oraz rzeczywistością, że urlop spędzony w domu tylko by mnie dobił. I to był właśnie ten bodziec, który mnie zmotywował do- że tak to po korporacyjnemu ujmę- wyjścia ze strefy komfortu.

W tej chwili wyglądam przez okno i widzę biały puch dookoła. Termometr wskazuje +2C, a jeszcze wczoraj rano było +30C stopni, natomiast  zamiast śniegu rozpościerał się czerwono-żółty piach z nienachalną egzotyczną roślinnością wokół. Po powrocie, w poniedziałkowe popołudnie Ojczyzna powitała mnie brutalnie: katarem, bólem gardła i nie najlepszą kondycją. Mimo wszystko spontaniczne podjęcie decyzji było strzałem w dziesiątkę! Przynajmniej nacieszyłam się piękną pogodą, cudownymi widokami oraz zupełnie nowym miejscem na mojej liście odwiedzonych państw.

 

Spontaniczny wyjazd na weekend

Wszystko działo się tak szybko, że do momentu wyjścia z samolotu nie docierało do mnie, że oto jestem za granicą. Dopiero przyjemne ciepło okalające moje ciało i suchy wiatr wiejący w twarz uświadomiły mi, że przybyłam na krótki, ale zawsze na wagę złota, urlop! Z przyjemnością zrzuciłam z siebie zimowe ciuchy na rzecz letnich i pomknęłam napawać się egzotyczną rzeczywistością. Wnet zapomniałam o wszystkim, co zostawiłam za sobą.

Nie miałam wiele czasu by przeczytać coś więcej na temat tego kraju ani miejsca. Nie oglądałam zbytnio zdjęć w internecie, ani w ogóle się na nic nie nastawiałam. Może to właśnie dzięki temu tak fajnie i intensywnie spędziłam czas? Próbowałam nowych dań, cieszyłam oczy niesamowitymi widokami, poznałam świetnych ludzi, czytałam interesującą lekturę i karmiłam się witaminą D 🙂 . Tak, zdecydowanie bardzo brakowało mi słońca…

Pomimo przeziębienia, z którym teraz walczę, rada jestem, że podjęłam decyzję aby pojechać, a wahałam się dobrą chwilę! Te niepełne 4 dni dały mi tak wiele… Przede wszystkim w końcu gdzieś się wyrwałam, odpoczęłam, zdystansowałam, a co najważniejsze odcięłam od internetu. Bardzo tęskniłam za podróżowaniem..

Jeśli jest to uzależnienie, to na pewno zdrowe. I ja je bardzo kocham!

Zdecydowanie muszę częściej uprawiać spontaniczne wyjazdy za granicę. To jest naprawdę super sprawa! Dostarcza nieco adrenaliny, powstrzymuje przed niepotrzebnym rozkładaniem planu na czynniki pierwsze, nie wymaga czekania, sprawia, że jesteśmy TU i TERAZ. Poza tym istnieją możliwości, by zrobić to po kosztach.

Pozwólcie, że się wykuruję i wtedy wrócę do Was z konkretną relacją z mojej ostatniej podróży. Tymczasem zostawiam Was z zagadką: gdzie byłam?

4 Comments

  1. motowłóczykij

    A nie pisałem Ci kiedyś ,że spontany są najlepsze ? 😉 Faktycznie , aura na Polskiej ziemi ( puki co) nie sprzyja kąpielą słonecznym.
    Fajnie , że udało Ci się podładować baterie , zwłaszcza że całkiem nie dawno wróciłaś z Maurituisa i na pewno, po powrocie, czułaś się jak byś dostała obuchem w głowę 😉
    A gdzie byłaś ? Tego nie wiadomo 😀
    Krajobraz podobny jak w Hiszpanii i Portugalii( piaskowe groty na plaży- w Lagos podobne widziałem) . Ale skoro tam jest 30 stopni , to raczej nie byłaś w Europie….

    Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *