Uluwatu – mekka surferów i moja baza wypadowa

Ranek w Uluwatu. Budzi mnie alarm w komórce. Mam ochotę jeszcze poleżeć, ale za chwilę uzmysławiam sobie, że przecież jestem w nowym państwie. Ba ! Na innym kontynencie, pierwszy raz w życiu… Ta informacja skutecznie dociera do mojego mózgu i wprawia ciało w adrenalinę, dzięki której momentalnie rozbudzam się. Podchodzę do okna, odsłaniam ciężkie kotary, a moim oczom ukazuje się widok, którego dzień wcześniej nie widziałam, bo przybyłam nocą do hotelu :

Nocleg na Bali

Otwieram drzwi i od razu czuję duszny, wilgotny klimat.

Wakacje w raju

Po zjedzeniu śniadania, które wydaje mi się dość ubogie  (jeden tost z serem…), idę rozejrzeć się po okolicy i wreszcie zobaczyć ocean. Mam do niego 10 minut drogi!

Nieśmiało, spośród skał wyłania się on… Po raz pierwszy w życiu widzę ocean !

Ocean Indyjski

Na brzegu leżą kamyczki, piękne muszelki i rafy koralowe…

Rafa Koralowa

Zatrzymuję się i patrzę w dal, a tam surferzy!

Po plaży spaceruje tutejsza kobieta. Sprzedaje sarongi, które warto mieć. Kupuję ich 3- oczywiście cena jest utargowana (wychodzi 15 zł za sztukę). Te chusty ratują mi życie przed niemiłosiernym upałem.

Pełno tu skał, różnych zakamarków. Turystów jest mało- większość obecnych siedzi w wodzie, oczekując na odpowiednią falę. A ja na przemian chodzę i leżę.

Dzień szybko się tutaj kończy- ok 18.30. Zachód słońca podziwiać można z tarasów pobliskich knajp usytuowanych na skarpie. Doskonałe miejsce, choć nie zawsze udany zmierzch…

Wracam na teren hotelu. Czuję znużenie po długiej podróży oraz za sprawą różnicy czasu (6 h do przodu ).

Jak został zorganizowany wypad na Bali, kiedy kupiłam bilety, w jakim okresie pojechałam oraz wszelkie inne istotne informacje zostawię na później… A już w następnym poście pokażę Wam atrakcję Uluwatu

Zapraszam wkrótce 🙂

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *