Życie w Krakowie – doświadczenia Warszawianki

Jest taka piosenka zespołu Myslovitz, a konkretnie ta , która byłaby doskonałym soundtrackiem dla mojego rocznego epizodu w tytułowym mieście. I nie chodzi tu o tekst, a o melodię… Rozumiesz? Więc jak wyglądało życie w Krakowie ? Oto moje wspomnienia… (ten post jest kontynuacją notatki, w której pisałam dlaczego wyprowadziłam się z Warszawy. )

Znalazła mnie praca

Jest takie powiedzenie „uważaj o czym marzysz, bo to się spełni”. Tak właśnie było w moim przypadku. Od długiego czasu miałam ogromne parcie, by wyprowadzić się z Warszawy, która zaczynała mnie męczyć. Najpierw szukałam pracy w Łodzi, ponieważ stamtąd pochodził mój ówczesny chłopak. Niestety, nie było to takie łatwe, ale nie poddawałam się, bo oprócz tego, że miałam dość mojego rodzinnego miasta, to jeszcze mój szef zachowywał się bardzo niefajnie.. Nie istotne już. Pewnego dnia napisał do mnie Marko, mój znajomy z Finlandii, który mieszkał i pracował w tamtym czasie w Krakowie. Okazało się, że do jego zespołu poszukują Polaka z podstawami języka fińskiego. Było to idealne, wręcz  wymarzone stanowisko dla mnie! Bez chwili wahania wysłałam CV, a wkrótce potem odbyłam dwie rozmowy kwalifikacyjne- najpierw telefoniczną, a potem na miejscu.

Pracę dostałam, choć za pierwszym razem ofertę odrzuciłam. Dlaczego? Nie chcę za bardzo wchodzić w szczegóły, natomiast dzięki wsparciu rodziny i przyjaciół zdecydowałam się i tak oto na początku października 2012 roku pojechałam do Krakowa…

Pierwszą noc spałam u Ewy, najlepszej koleżanki mojego brata. Pamiętam jak długo w nocy nie mogłam zasnąć, na pół podekscytowana, na pół przerażona. To miała być moja pierwsza praca w korporacji, w firmie fińskiej z międzynarodowym towarzystwem. Spełnienie wieloletniego marzenia! Tylko nie wiedziałam jeszcze wtedy jakimi prawami rządzi się korpo…

Dostałam półroczny staż w zespole składającym się z 19 Finów oraz mnie-Polki. Zarabiałam wtedy bardzo małe pieniądze,  ale na szczęście przez 6 miesięcy firma opłacała moje mieszkanie mieszczące się na Krowodrzej Górce. To stamtąd każdego roboczego dnia jeździłam tramwajem do dworca głównego, a tam przesiadałam się na pociąg, który dowoził mnie do Kraków Business Parku, w Zabierzowie. Swoją drogą, bilet miesięczny pochłaniał sporo pieniędzy. Nie było lekko, ale osiągnęłam to, co chciałam- niezależność.

Przekraczając próg mojej firmy nie mogłam uwierzyć, że w pracy są pomieszczenia relaksu, że zamiast krzeseł można używać piłek do pilatesu, a w każdy poniedziałek dostaje się świeże oraz ekologiczne owoce i warzywa…

Tak czy siak, najbardziej zadowolona byłam z faktu, że oto będę pracować z Finami. Wszak do tego właśnie dążyłam- by być jak najbliżej Finów i ich kultury. Moją współlokatorką w mieszkaniu była Saari-Finka, przemiła dziewczyna, z którą czułam się swobodnie i fajnie. Niestety Saari wyprowadziła się po miesiącu (jej narzeczony przyjechał do Polski, więc postanowili razem wynająć mieszkanie), a na jej miejsce przyjechała druga Saari! Również z Finlandii. No i tu zaczęły się schody…

Życie w Krakowie

Czasem, kiedy pogoda dopisywała, a ja chciałam zaoszczędzić, wracałam do domu na pieszo od Dworca Głównego. Muszę przyznać, że nie zawsze zwracałam uwagę na to, co jest wokół. Ciągle byłam czymś zatroskana.. Jakoś mało zagłębiałam Kraków, choć oczywiście bywały nieczęste imprezy na mieście, np. piwo w Alchemii, silent disco w klubie Kwadrat lub rockoteki w Jazz Rock Cafe czy Kotcie Karola. Były również domówki u Finów, np. z okazji Vappu. Dzięki jednej z imprez integracyjnych poznałam owianą złą sławą Nową Hutę. Dlaczego właśnie tę dzielnicę Krakowa? Ponieważ nasza wycieczka w te rejony miała zobrazować nam czasy „PRLU”- ja tego nie pamiętam, a Finowie nie doświadczyli. Odwiedziliśmy wtedy muzeum (mieszkanie z meblami i gadżetami z tamtego okresu), jedliśmy w klimatycznej restauracji i jeździliśmy trabantami. Było śmiesznie!

Rozczarowanie

Mimo czasu spędzanego razem z Finami.. mimo codzienności, którą dzieliliśmy, niestety nie mogłam zaklimatyzować się w ich środowisku. Nie rozumiałam ich żartów. Nie umiałam znaleźć wspólnego języka. Jedynie Marko i Topi byli mi bliskimi osobami z zespołu. Znajomości starałam się szukać również poza pracą, ale to nie było takie łatwe.

Ze współlokatorką problemy były takie, że miała ona po prostu jakiś nieopisany problem ze mną, którego bliżej mnie osobiście nie przedstawiła, ale okazywała na każdym kroku… Dopiero po czasie zrozumiałam o co jej chodziło. Skwituję to jednym słowem: baby…

Codzienność

W Sukiennicach wróżyła z kart Dzidzianna – sławna krakowska wróżka. Opowiadała mi o niej wspomniana na początku notatki Ewa. Kiedyś wieszczka przepowiedziała jej wiele rzeczy, które się spełniły. Mając tę historię w głowie, udałam się szukać tej niezwykłej kobiety. I gdy ją zobaczyłam, cofnęłam się… Lecz ciekawość przezwyciężyła. Była to niesamowita kobieta i chyba tylko gruboskórni ludzie nie wyczuliby aury, jaka od niej biła. Aury dobra oraz życzliwości. I myli się ten kto myśli, że Dzidzianna zdzierała pieniądze z ludzi, ponieważ brała ona od nich kwotę „co łaska”. Najciekawsze w tym wszystkim było to, że do wróżki przyprowadzałam moje koleżanki, i za każdym razem prosiła ona by mnie zawołały i byśmy odwiozły ją do domu. Jakoś zawsze się bałam, w czego rezultacie odmawiałam.. I chyba dobrze, że tego nie zrobiłam, bo przekraczając próg jej domu z pewnością dostałabym zawału…

źródło

Po połowie roku spędzonego w firmie kontrakt mój został przedłużony o kolejne 6 miesięcy. Mając dość współlokatorki i jej fochów, wyprowadziłam się o kilka bloków dalej, na Prądnicką. Mieszkałam w skromnej kawalerce, prowadząc tak samo skromne życie. Po pracy wracałam z chęcią do domu, wypuszczałam mojego szczura- Ditę i oglądałam seriale. W końcu jednak przyszedł moment, w którym stwierdziłam, że dobrze byłoby zacząć zwiedzać Kraków oraz okolice. Była więc wycieczka do Wieliczki, do Tarnowa, do Ojcowa, do Niedzicy. Następnie trochę dalszy wypad, bo w Bieszczady. Sylwester w Budapeszcie (8 h jazdy samochodem). Zakopane. Odwiedzali mnie znajomi. Działo się !

Niemniej krakowska przygoda skończyła się na początku listopada, w 2013 roku. Mój kontrakt wygasł, a ja nie planowałam szukać w Krakowie innej pracy. W zasadzie w ogóle nie miałam na siebie pomysłu…

Jak wspominam Kraków?

Dlaczego pobytu w Krakowie nie wspominam najlepiej ? Z kilku powodów… Po pierwsze nie udało mi się zaklimatyzować w zespole. Po drugie ciężko było „zrobić” jakieś znajomości. Po trzecie miałam wtedy swoje różne osobiste problemy. Po czwarte za dużo jednak siedziałam w domu, zamiast korzystać z uroków mieszkania w innym mieście..

Dopiero po prawie 4 latach zdecydowałam się wrócić do Krakowa. Sama. Skonfrontować się z przeszłością. Jak było? Co widziałam? Gdzie byłam? Co czułam? Wkrótce napiszę…

 

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *